Kefalonia – klejnot wysp jońskich
· Wyspy Jońskie
Nasza historia
Jak Assassin's Creed zabrał nas do Grecji
Naszym pierwszym, samodzielnym wyjazdem do Grecji była podróż na Kefalonię, którą odwiedziliśmy w maju 2024 roku. Nie spodziewaliśmy się, że to właśnie od niej zacznie się nasza miłość do Grecji. Każda historia ma jednak swój początek, posłuchajcie…
W jeden z deszczowych, sobotnich dni w naszym domu w Polsce, chcieliśmy pograć w jakąś fajną grę na XBOX'ie, ale w naszych zasobach nie było nic ciekawego. Przedzierając się przez kolejne propozycje w sklepie Microsoft, dotarliśmy do gry „Assassin's Creed Odyssey". Opis bardzo nas zaintrygował, więc stwierdziliśmy „a co tam! Za oknem leje, to chociaż w grze poświeci nam słońce". Wówczas nie wiedzieliśmy, że to będzie początek wszystkiego…
Fabuła gry osadzona jest w starożytnym greckim świecie (okres wojen peloponeskich 431-404 p.n.e.), z początkiem podczas bitwy pod Termopilami. Wcielając się w potomkinię legendarnego Leonidasa, przemierza się grecki świat. Opinie mówiły o niesamowicie realistycznym odwzorowaniu świata greckiego. Grając pomyśleliśmy: „Sprawdźmy to!" I tak zrobiliśmy…
Przygotowania do wyjazdu
Z uwagi na to, że pierwszy raz planowaliśmy wyjechać samodzielnie i to do kraju, w którym nigdy nie byliśmy – zaczęliśmy przeszukiwać fora internetowe i grupy facebookowe. Zaczęliśmy się też uczyć języka greckiego na własną rękę.
Kefalonia nie ma bezpośredniego połączenia lotniczego z Polską, więc konieczna była przesiadka w Atenach. Stwierdziliśmy, że upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu i zaliczymy od razu zabytki w Atenach. Termin przypadł na majówkę, ale także (o czym wtedy nie wiedzieliśmy) na grecką Wielkanoc.
Ateny – pierwsze zaskoczenie
Po przylocie do Aten wsiedliśmy w autobus, który zawiózł nas prosto na plac Syntagma. Byliśmy zszokowani po wejściu do pokoju hotelowego – standard przerósł nasze oczekiwania. Ateny są piękne o tej porze roku, a Grecy gościnni i bardzo przyjaźni. Krążąc po ateńskich uliczkach zdaliśmy sobie sprawę, że mamy wiele wspólnych cech z tutejszymi mieszkańcami.
Kolejnego dnia rano pojechaliśmy metrem na Akropol. Warto mieć na uwadze wcześniejszy zakup biletów online – stoi się w innej kolejce do wejścia. Wejścia są ustawiane na konkretny slot godzinowy, więc jeśli macie wejściówkę na 11:00, to bramka nie wpuści Was wcześniej.
Nasze bilety mieliśmy na 14:00, więc mieliśmy sporo czasu aby napić się przepysznej kawy greckiej, którą przygotowuje się w naczyniu nazywanym „Briki" – taki mały garnuszek podgrzewany na ogniu. Bardzo polubiliśmy tę kawę i piliśmy ją tak często, jak się tylko dało.
Grecka Wielkanoc – niezapomniana noc
Gdy położyliśmy się spać była 22:00 i właśnie zaczął padać deszcz. Gdy powoli odpływałam w słodki niebyt, nagle usłyszałam wystrzały jakby armatnie. Wystrzeliłam z łóżka jak oparzona i biegiem poleciałam na balkon zobaczyć co się dzieje.
Okazało się, że te wystrzały symbolizowały rozpoczęcie obchodów greckiej Wielkiej Soboty i pochodu oficerów policji. Staliśmy na tym balkonie jak wryci, zupełnie nie zważając na fakt, że jesteśmy w piżamach, a dokoła na balkonach stoją również obudzeni inni turyści. Było to niezwykle fascynujące widowisko…
Wreszcie Kefalonia!
Lot z Aten na Kefalonię trwał tylko 45 minut. Gdy wysiedliśmy, przywitała nas iście grecka pogoda – słoneczko z lekkim powiewem wiatru. Już z okien samolotu dostrzegliśmy niesamowite piękno wyspy: niesamowitą linię brzegową i zielone obszary wijące się wśród pagórków. Nade wszystko jednak widok tworzy przepiękny, wręcz nienaturalny kolor wód otaczających wyspę. Z góry wygląda to jakby ktoś włączył filtr na kamerze.
Na Kefalonii wylądowaliśmy w Niedzielę Wielkanocną. Przyjechawszy do apartamentu zorientowaliśmy się, że w lodówce jest pusto, a okoliczne sklepy są pozamykane. Myśleliśmy, że w Grecji istnieje coś na wzór naszych „Żabek"… grubo się przeliczyliśmy.
Niewiele myśląc poszliśmy do właściciela i zapytaliśmy, czy może być tutaj coś otwarte. Właściciel niewiele myśląc zaprosił nas do wspólnego świętowania. Pierwszy raz zjedliśmy wtedy prawdziwą, grecką Moussakę… pyszności! Podzieliliśmy się jajkiem i przy okazji nauczyliśmy się kilku zasad świętowania Wielkanocy, zgoła odmiennych od tych w kościele katolickim.
Zwiedzanie wyspy
Następnego dnia wyruszyliśmy na zwiedzanie. Zaczęliśmy od Assos – sennego miasteczka usytuowanego na przesmyku lądowym, które bardzo często pojawia się na pocztówkach. Kolorowe domki wgryzające się w zatoczkę wywarły ogromne wrażenie na moim mężu.
Następne w kolejności było Fiskardo – urocza, malowniczo wcinająca się w ląd marina z kolorowymi łodziami oraz małymi kafejkami nad samym brzegiem. Po zjedzeniu obiadu udaliśmy się w drogę powrotną, po drodze zatrzymując się na zapierającym dech w piersiach punkcie widokowym na słynną plażę Myrtos.
Kolejnego dnia spotkaliśmy się z poznanym wcześniej małżeństwem z Wielkiej Brytanii w stolicy wyspy – Argostoli. Oprowadzili nas po mieście, opowiadając różne ciekawostki o wyspie oraz pokazując przypływające do mariny żółwie, które są tu objęte szczególną troską.
Magiczne jaskinie
Ostatniego dnia postanowiliśmy zwiedzić jaskinie: Melissani i Drogarati.
Jaskinia Melissani to przepiękne miejsce będące w rzeczywistości podziemnym jeziorem, do którego woda (wbrew sile grawitacji) dochodzi z zatoki w Argostoli. Woda jest krystaliczna. Na środku znajduje się wyspa, która stanowiła niegdyś sklepienie jaskini, ale po wielkim trzęsieniu ziemi w 1953 roku skała oderwała się od sufitu.
Jaskinię Drogarati wypełniają stalaktyty i stalagmity, w środku panuje bardzo specyficzny, wilgotny klimat. Jaskinia została odkryta ponad 300 lat temu i ma doskonałą akustykę, co pozwala na organizację koncertów w jej wnętrzu. Aby wejść do jaskini trzeba pokonać masę schodów – zarówno wchodząc, jak i wychodząc.
Co ciekawe, bilety na wstęp obejmują zwiedzanie zarówno jednej, jak i drugiej jaskini, mimo że są one od siebie nieznacznie oddalone. Obie robią mistyczne wrażenie.
Jak w grze – co do kamienia
Na zwiedzenie całej wyspy nie mieliśmy zbyt dużo czasu (byliśmy tam tylko 5 dni). Mogliśmy więc zwiedzić tylko jej połowę. Nie zmienia to jednak faktu, że tak jak w grze – Kefalonia została odwzorowana z dokładnością „co do kamienia".
Wszędzie pięły się drzewa pomarańczowe i cytrynowe, poprzeplatane gdzieniegdzie wstęgą drzew figowych i oliwnych. Uwierzcie mi, że do dziś czuję ich zapach i smak…
Perła wysp jońskich
Na pytanie o to, która z wysp jońskich jest najpiękniejsza, odpowiem zdecydowanie, że właśnie Kefalonia. I choć nie zdążyłam zwiedzić jej całej, to w mojej ocenie właśnie ona jest tą „perłą wysp jońskich", która przyćmiewa pozostałe (łącznie z zatoką wraku na pobliskim Zakynthos).
Ciepło i sympatia bijące od tutejszych mieszkańców sprawiają, że ta wyspa przyciąga do siebie każdego, kto o niej usłyszy. ❤️